Czy wysoka minimalna krajowa pensja jest dobra?

Kilka dni temu udostępniłam na swojej stronie ankietę, w której zapytałam Was co sądzicie o pomyśle związkowców, aby minimalne wynagrodzenie maiło wzrosnąć z kwoty 2.250zł do kwoty 2.520zł w roku 2020. Wyniki ankiety były bardzo wyrównane, 51% osób głosujących opowiedziało się za tym, że jest to dobre rozwiązanie, natomiast 49% osób głosujących opowiedziało się za tym iż takie rozwiązanie jest fatalne. W sumie głos oddało 165 osób. Pod ankietą pojawił się również bardzo ciekawy komentarz napisany przez kochamypodatki.pl, który pozwolę sobie zacytować, tytułem wstępu do tego artykułu:

„Należy pamiętać, iż planowana kwota wynagrodzeń to nie jedyny koszt, jaki poniesie przedsiębiorca. W przypadku wynagrodzenia w wysokości 2520zł całkowity koszt pracodawcy przekroczy kwotę 3000zł!

Płace osób zatrudnionych na tzw. "minimalne wynagrodzenie" owszem wzrosną, ale wzrosną także stawki za podstawowe usługi - mechanika, hydraulika, fryzjera, wzrosną ceny podstawowych produktów oraz tych ekskluzywnych - bowiem przedsiębiorcy to nie osoby wyciągający pieniądze na rosnące z każdym rokiem obciążenia (w ostatnich latach w zatrważającej skali) ze studni bez dna, ale ludzie którzy muszą na to zarobić.

Więc to, że od przyszłego roku do portfela pewnej części społeczeństwa "wpadnie" więcej, sprawi że całej społeczności pieniędzy ubędzie więcej niż ubyłoby w analogicznej sytuacji rok wcześniej.”

Ucieszyło mnie to, że pod ankieta pojawiły się dwa komentarze osób, które rozumieją jakie są konsekwencje w gospodarce tak gwałtownego wzrostu minimalnego wynagrodzenia. Chciałabym w tym artykule spróbować obronić tezę, iż wzrost minimalnego wynagrodzenia jest zły również dla tych, którzy zarabiają właśnie kwotę minimalnego wynagrodzenia. Nie chcę posługiwać się profesjonalną ekonomiczną nomenklaturą, gdyż nie chcę aby był to przekaz ekonomisty, przedsiębiorcy, tylko zwykłego obywatela i takimi przykładami będę się posługiwała.

Wyobraźmy sobie, iż faktycznie kwota minimalnego wynagrodzenia rośnie o 12%. Pracownicy zatrudnieni na najniżej płatnych stanowiskach od 1 stycznia zaczynają zarabiać o 12% więcej. Realny koszt zatrudnienia pracownika dla pracodawcy nie rośnie jednak o 270zł (2.520 – 2.250), lecz o 325,18zł (czyli 3.036,09 – 2.710,81), gdyż takie są faktyczne koszty zatrudnienia pracownika wraz z narzutami dla pracodawcy. Okazuje się, że dla tych pracodawców, u których pracownicy zarabiali minimalne wynagrodzenie nagle z dnia na dzień koszt zatrudnienia jednego pracownika rośnie miesięcznie o ponad 325zł. Będą do sklepy, zakłady usługowe (fryzjerzy, restauracje), piekarnie itp. Wszystkie te firmy będą musiały podnieść ceny swoich produktów lub usług, aby zarobić na drastycznie wyższe pensje dla pracowników. Jeżeli zatem piekarnia będzie musiała za pracę piekarza zapłacić o co najmniej 325zł więcej to podniesie cenę chleba. Usługa transportu chleba z piekarni do sklepu również będzie droższa, ponieważ kierowca również będzie musiał zarobić więcej i na samym końcu sprzedawca chleba będzie musiał naliczyć wyższą marżę ponieważ ekspedientka w sklepie również będzie zarabiała o minimum 325zł więcej. Taka sama kolej rzeczy będzie miała miejsce w przypadku wielu innych dóbr i usług niestety najczęściej tych podstawowych, które najczęściej kupują osoby właśnie o najniższym uposażeniu. Naturalną konsekwencją będzie zjawisko, w którym owszem, będziemy zarabiać nominalnie coraz więcej, ale realnie będzie nas stać na o wiele mniej rzeczy, ponieważ wzrost wynagrodzeń w pierwszej kolejności przekłada się na wzrost cen.

Kolejnym negatywnym aspektem tak gwałtownego wzrostu wynagrodzeń dla osób najniżej zarabiających będzie ograniczanie zatrudnienia. Ci pracodawcy, których nie będzie stać na tak gwałtowne wzrosty wynagrodzeń będą zmuszeni do zmniejszenia liczby osób zatrudnionych lub utrzymania ilości osób zatrudnionych, ale zmniejszeniu ich wymiaru czasu pracy. Jeżeli zatem w gospodarstwie domowym były dwie osoby zarabiające kwotę minimalnego wynagrodzenia to razem miały do dyspozycji kwotę 4.500zł w roku 2019. Gdyby jednak kwota minimalnego wynagrodzenia wzrosła do 2.520zł, a jedna z tych osób była zatrudniona w firmie, którą nie stać na takie wzrosty płac i straci pracę to nawet jeżeli dochód drugiej osoby wzrośnie o 270zł, to łączny dochód ich gospodarstwa domowego będzie niższy o 1980zł (4500 – 2520).

Oczywiście mam świadomość, iż pewnie wielu z Was posłuży się teraz argumentem, że na obecnym rynku pracy każdy znajdzie pracę ponieważ jest bardzo niskie bezrobocie i to pracodawcy szukają pracowników, a nie na odwrót. Jasne! Można iść tym tokiem myślenia, ale do czasu. Po przekroczeniu pewnych kosztów stałych niektórym przedsiębiorcom przestanie się opłacać prowadzenie działalności gospodarczej, przestaną zatrudniać pracowników i sami zaczną szukać pracy! Zatem im wyższe koszty pracy i wyższe pensje tym więcej osób będzie chciało być pracownikiem niż pracodawcom i może ziścić się najgorsza konsekwencja tak gwałtownego wzrostu płac, czyli – wzrost bezrobocia.

I tym niestety negatywnym akcentem zakończę moje rozważania na temat pomysłu wzrostu minimalnego wynagrodzenia (o 12%) w 2020 roku.

Na zakończenie napiszę, iż pomysł ten nie dość że dla nikogo nie jest ekonomicznie opłacalny to chyba jest również na szczęście nie wykonalny ponieważ najnowsze doniesienia na temat prognozy wzrostu minimalnego wynagrodzenia są takie, iż ma ono wynosić 2.387zł, co oznacza, że wzrost będzie wynosił 6%, a nie 12%.

Autor: Kinga Carska